Chcę poruszyć temat, który dotknął chyba niemal
każdego. W moim przypadku były to lata gimnazjalne i licealne, tudzież
początki studiów. Mianowicie należałam do tych osób, które w swoim życiu miały
przypisaną rolę „kozła ofiarnego?”, jak zwał tak zwał, chodzi o to, żem nie
była z tych „lepszych”. „Lepszych”, czyli sexy, modnie ubranych, wymalowanych,
przebojowych itp. Wiodących prym, mówiących, co inni mają robić, gdzie jest ich
miejsce, co jest w modzie, co fajne a co nie na czasie. Z wyglądu dla „nich”
byłam śmieszna – w jakiś hipisowskich spódnicach, sweterkach od cioci a może i
babci pamiętające czasy komuny, nieogolonych nogach, nierównych zębach,
chodząca zamyślona (w efekcie potykałam się o własne nogi), ciągle słyszałam
‘wybrakowany towar’. Częste śmiechy, chichy, docinki. Wtedy niestety byłam
słaba psychicznie, często chodziłam smutna, z poczuciem krzywdy i
niesprawiedliwości. Dlaczego osoby, które mają pstro w głowie, palą papierosy i
marychę, gorzej się uczą, mogą poniżać innych? Dlaczego to ze mnie się śmieją,
zamiast brać przykład? Dobrze się uczyłam, miałam swoje hobby (i to niemało
zainteresowań i zdolności), lubiłam pomagać innym, a nawet uważałam, że to ja
fajnie się ubieram, a nie te mini, wypudrowane twarze, okropnie długie sztuczne
paznokcie, czasopisma nie na poziomie, eh, szkoda było nawet o tym myśleć. Ale
było jak było. W gimnazjum bywało, że z płaczem wracałam do domu, nie czekając
końca lekcji, bo się śmieją ze mnie, taki słaby duch ze mnie był.
Ile to lat
musiało minąć, by zrozumieć, że jest się tyle wart, ile Chrystus przelał krwi
za nas?? Że nie ważne, jak się wygląda, jakie ma się talenty, co ma się w
głowie, tylko że się JEST CZŁOWIEKIEM. Wtedy myślałam, że oni się ze mnie
śmieją, a to ja tak naprawdę jestem tą lepszą – bo się lepiej uczę i jestem
„porządna” – teraz myślę inaczej… Ani oni, ani ja – każdy jest umiłowanym
dzieckiem Boga. Nawet te wypudrowane paniusie, ci zagubieni zaćpani chłopcy –
kimże jesteśmy, byśmy oceniali innych?
Każdy jest wiele wart w oczach Boga – kto trzyma Ojca za rękę, temu nie będzie
smutno, bo ktoś nas wyśmiewa, przezywa- nie poczuje się gorszy – bo zna swoją
wartość, prawdziwą Bożą wartość.
![]() |
| Z Bogiem Ojcem zajdę wysoko... |


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.