wtorek, 17 marca 2020

          Ostatnio w związku z epidemią ludzie zastanawiają się, czy chodzić do kościoła czy nie? Nie daję porad ani gotowej odpowiedzi, chcę po prostu przedstawić co myślę i czuję.
          Każdy bliski kontakt z drugą osobą niesie zagrożenie dla nas. Wystarczy, że idąc chodnikiem ktoś kichnie i obdarzy nas zarazkami. A co dopiero w miejscach, gdzie jest tłum ludzi? To jeden z głównych powodów, dlaczego po mieście poruszam się rowerem a nie MPK. 
          W ostatnią niedzielę zebrałam się do spowiedzi z postanowieniem, że jak będę się dobrze czuła i nie będzie przysłowiowych kaszlaków to zostanę i na mszy. 5 minut do mszy a w kościele 3 osoby 😀 tak to można zostać 😉 Refleksja na ten temat przyszła dziś rano. Rozumny człowiek nigdy nie uważał, że branie komunii do ust jest higieniczne. Ile setek lat rozdaje się ją w ten sposób? O ile nie prawie dwa tysiące? Czy źródła historyczne podają o jakiś zakarzeniach, chorobach związanych przez przedostanie się bakterii z rąk kapłana na drugą osobę? Człowiek wierzący a nie kombinujący o tym nie myśli. Podaje się temu i już. Bo w co lub raczej w Kogo my wierzymy? My nie przyjmujemy kawałka chleba bojąc się o zarazki. My z pełną wiarą wiemy, że przed nami stoi prawdziwy Chrystus, a skoro Bóg jest Bogiem, jak może być skarzony czymkolwiek. Wolę być zatem jak kobieta cierpiąca na krwotok, która marzyła by tylko dotknąć się Jego płaszcza, aby wyzdrowieć. Ja się nie boję, ja ufam i wierzę, że skoro przychodzi do mnie sam Bóg to będzie dobrze.
A zostawałam w domu nie raz, gdy byłam przeziębiona lub nie domagałam. Każdy ma swój rozum i wie, że kiedy jest się chorym to po prostu zostaje się w domu.