niedziela, 22 lipca 2018

Helskie wakacje



Nie troszczcie się zbytnio i nie pytajcie: Co będziemy jeść? Co będziemy pić? Czym będziemy się przyodziewać?... Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6, 31-33).

           Jakiś czas temu będąc na mszy św. usłyszałam takie czytanie. I słysząc je się uśmiechnęłam. Wspominając swoje czerwcowe wakacje. Bo wiecie co, ile razy podczas swoich wycieczek planuję, obliczam ile to buł najlepiej zabrać ze sobą, wysyłam męża na zakupy, by przygotować wałówkę na drogę, zapas jedzenia, picia, najlepiej jeszcze z czekoladami  ;) I człowiek biega w napięciu by wszystko było. A podczas ostatniego pobytu nad morzem, jakoś trochę zapomniałam o jedzeniu. Tak ustawialiśmy sobie plan dni podczas urlopu, by zdążyć na mszę św. O jedzeniu jakoś nie myślałam, raz widząc, że kończy się woda do picia gdzieś po drodze dopadliśmy na dworcu sklep i kupiło się tą wodę. Nie planowałam, ile na jutro będzie potrzeba jedzenia. Po prostu rano się wstawało, zjadło się śniadanie, zabrało się dwie kanapki ze sobą, wychodziło się z domu, szło się na wycieczkę z myślą, że kolejny piękny dzień dał nam dobry Bóg. I wiecie co, jedzenia mieliśmy aż nadmiar, że z powrotem po urlopie zabieraliśmy je do domu :D Tak wygląda ewangelia w praktyce ;)

 Trochę zdjęć z Helu :)

 To, co mnie pociąga nad morzem to niesamowita gra świateł i przepiękne polskie chmury - próżno ich szukać nad ciepłymi morzami.
Koniec - początek Polski




Taki spokój tu emanuje.