Nie troszczcie się zbytnio i
nie pytajcie: Co będziemy jeść? Co będziemy pić? Czym będziemy się
przyodziewać?... Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego
potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość,
a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6, 31-33).
Jakiś czas temu będąc na mszy św. usłyszałam takie czytanie. I słysząc
je się uśmiechnęłam. Wspominając swoje czerwcowe wakacje. Bo wiecie co, ile
razy podczas swoich wycieczek planuję, obliczam ile to buł najlepiej zabrać ze
sobą, wysyłam męża na zakupy, by przygotować wałówkę na drogę, zapas jedzenia,
picia, najlepiej jeszcze z czekoladami
;) I człowiek biega w napięciu by wszystko było. A podczas ostatniego
pobytu nad morzem, jakoś trochę zapomniałam o jedzeniu. Tak ustawialiśmy sobie plan
dni podczas urlopu, by zdążyć na mszę św. O jedzeniu jakoś nie myślałam, raz
widząc, że kończy się woda do picia gdzieś po drodze dopadliśmy na dworcu sklep
i kupiło się tą wodę. Nie planowałam, ile na jutro będzie potrzeba jedzenia. Po
prostu rano się wstawało, zjadło się śniadanie, zabrało się dwie kanapki ze
sobą, wychodziło się z domu, szło się na wycieczkę z myślą, że kolejny piękny
dzień dał nam dobry Bóg. I wiecie co, jedzenia mieliśmy aż nadmiar, że z
powrotem po urlopie zabieraliśmy je do domu :D Tak wygląda ewangelia w praktyce
;)Trochę zdjęć z Helu :)
To, co mnie pociąga nad morzem to niesamowita gra świateł i przepiękne polskie chmury - próżno ich szukać nad ciepłymi morzami.
![]() |
| Koniec - początek Polski |
![]() |
| Taki spokój tu emanuje. |














