czwartek, 21 września 2017

Dziadkowie



czyli …świętych obcowanie

          We wrześniu 2014 roku miałam taką sytuację, która dobitnie pozwoliła mi odczuć troskę i miłość moich dziadków (już wtedy ś.p.). Gdy patrzę na swoje życie, swojej rodziny, to bez wątpienia jest w nim ręka Boża. Sporo w nim było cudów, nawet ocaleń przy wypadkach. Ale podzielę się teraz wydarzeniem sprzed trzech lat.
          Wracając do tematu bezrobocia, w kwietniu 2014 dostałam wypowiedzenie. Bardzo szybko dostałam się na bezpłatny staż, potem poszłam na miesiąc na umowę zlecenie. I na tym się skończyło… Znów bez pracy, wszystko zaczęło się od nowa. Szukanie, wydzwanianie, bieganie, bezowocne rozmowy kwalifikacyjne. Odwiedzając grób dziadków wyżaliłam im się, że życie jest do kitu, bo nie ma z czego żyć, że ja już tak  nie mogę, jest tak ciężko… Postałam, poskarżyłam się, pomodliłam się za nich i poszłam. Wtedy ze mną była mama. Uszłyśmy kilka minut drogi, telefon mi dzwoni. Odbieram i słyszę kierownika, u którego byłam na stażu. Pyta się, czy coś mam i kiedy mogę zacząć pracę… Skończyłam rozmawiać i wpadłam w ryk (płacz szczęścia ma się rozumieć ;). Mama na mnie patrzy i mówi: „No nie mów, że już ci robotę załatwili”. I jak tu nie wierzyć w cuda…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.