sobota, 4 lipca 2020

Gdyby ktoś z Was miał gorszy dzień, nic by się nie układało, czulibyście się opuszczeni albo nagrzeszylibyście, nie wpadajcie w rozpacz. 
Czasem mam doła że tylko płakać i przespać to. Nie warto. Po głowie krążą myśli, że nic nie jestem warta, jak ja teraz wyglądam przed Bogiem? Wiecie co mówi?
Bardzo cię kocham i chcę być przy tobie. Jeśli nie wiesz, ile jesteś warta, spójrz na krzyż...Jeśli Jezus trzy razy się podnosił i szedł dalej dla nas, przy naszych słabościach odwdzięczmy Mu się tym samym. Wstańmy i idźmy dalej...

Taka miłość, że trzeba się podnieść i walczyć dalej 💪💖🌼


wtorek, 17 marca 2020

          Ostatnio w związku z epidemią ludzie zastanawiają się, czy chodzić do kościoła czy nie? Nie daję porad ani gotowej odpowiedzi, chcę po prostu przedstawić co myślę i czuję.
          Każdy bliski kontakt z drugą osobą niesie zagrożenie dla nas. Wystarczy, że idąc chodnikiem ktoś kichnie i obdarzy nas zarazkami. A co dopiero w miejscach, gdzie jest tłum ludzi? To jeden z głównych powodów, dlaczego po mieście poruszam się rowerem a nie MPK. 
          W ostatnią niedzielę zebrałam się do spowiedzi z postanowieniem, że jak będę się dobrze czuła i nie będzie przysłowiowych kaszlaków to zostanę i na mszy. 5 minut do mszy a w kościele 3 osoby 😀 tak to można zostać 😉 Refleksja na ten temat przyszła dziś rano. Rozumny człowiek nigdy nie uważał, że branie komunii do ust jest higieniczne. Ile setek lat rozdaje się ją w ten sposób? O ile nie prawie dwa tysiące? Czy źródła historyczne podają o jakiś zakarzeniach, chorobach związanych przez przedostanie się bakterii z rąk kapłana na drugą osobę? Człowiek wierzący a nie kombinujący o tym nie myśli. Podaje się temu i już. Bo w co lub raczej w Kogo my wierzymy? My nie przyjmujemy kawałka chleba bojąc się o zarazki. My z pełną wiarą wiemy, że przed nami stoi prawdziwy Chrystus, a skoro Bóg jest Bogiem, jak może być skarzony czymkolwiek. Wolę być zatem jak kobieta cierpiąca na krwotok, która marzyła by tylko dotknąć się Jego płaszcza, aby wyzdrowieć. Ja się nie boję, ja ufam i wierzę, że skoro przychodzi do mnie sam Bóg to będzie dobrze.
A zostawałam w domu nie raz, gdy byłam przeziębiona lub nie domagałam. Każdy ma swój rozum i wie, że kiedy jest się chorym to po prostu zostaje się w domu.

sobota, 16 marca 2019

On jest przy Tobie

Wiedz, że jest ktoś, kto zna
Ciebie od samego początku.
Widzi wszystko co robisz, wie nawet o czym myślisz w danej chwili.
Wie co sprawia Ci ból a co radość. Widzi, kiedy jesteś słaby i czujesz się przygnębiony, kiedy po raz kolejny upadasz i myślisz, że jesteś ośmieszony, bezwartościowy.
Zna każde Twoje potknięcie, każdą Twoją słabość, każdy lęk, każdy smutek i każdy grzech.
I Cię KOCHA.

niedziela, 25 listopada 2018

Nadzieja





Parę cytatów podnoszących na duchu, bardzo pomocne w moim przypadku przy zmianie pracy – pomagają zwalczać ludzkie gadanie na NIE –bo to trudne, ciężkie, niebezpieczne…





Lęk jest tylko pozorem, ale każda decyzja to określone ryzyko i to realne. Jednak ty się nie obawiaj bo jest Ktoś kto ciągle wyśpiewuje dla ciebie:

W życiu są tylko dwie drogi: droga miłości i droga lęku. Bóg pragnie dla nas miłości, ale zna nasze słabości dlatego dał Przyjaciela, który chcę nam pomagać we właściwym wyborze i to On całym sobą, swoim życie i czynami mówi: "jestem w pobliżu" i to aż do skończenia świata.

Idź drogą miłości, nie lęku. On jest w pobliżu.
 



Rzeczywiste trudności można pokonać,
Tylko te wyimaginowane są nie do pokonania.


Nie odkryjemy nowych lądów, jeżeli nie zgodzimy się na opuszczenie na długi czas brzegu.


 




Jeżeli macie jakieś dobre, świetlane pomysły,
to je pielęgnujcie. Nie dajcie im zasnąć, nie odrzucajcie ich.
Nawet, jeżeli wydają się niemożliwe do spełnienia, za trudne.
Swoje marzenia trzeba pielęgnować!

Kto żyje bez szaleństwa,
mniej jest rozsądny niż mniema.



Wiem, że jeżeli się wierzy żywą wiarą, to zawsze jest nadzieja,
że Anioł Stróż podpowie słowa, które pomogą.
Pan Bóg nie zostawia nas bez opieki.
Jak ma się ufność, to zawsze jest dobrze.
 

niedziela, 22 lipca 2018

Helskie wakacje



Nie troszczcie się zbytnio i nie pytajcie: Co będziemy jeść? Co będziemy pić? Czym będziemy się przyodziewać?... Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mt 6, 31-33).

           Jakiś czas temu będąc na mszy św. usłyszałam takie czytanie. I słysząc je się uśmiechnęłam. Wspominając swoje czerwcowe wakacje. Bo wiecie co, ile razy podczas swoich wycieczek planuję, obliczam ile to buł najlepiej zabrać ze sobą, wysyłam męża na zakupy, by przygotować wałówkę na drogę, zapas jedzenia, picia, najlepiej jeszcze z czekoladami  ;) I człowiek biega w napięciu by wszystko było. A podczas ostatniego pobytu nad morzem, jakoś trochę zapomniałam o jedzeniu. Tak ustawialiśmy sobie plan dni podczas urlopu, by zdążyć na mszę św. O jedzeniu jakoś nie myślałam, raz widząc, że kończy się woda do picia gdzieś po drodze dopadliśmy na dworcu sklep i kupiło się tą wodę. Nie planowałam, ile na jutro będzie potrzeba jedzenia. Po prostu rano się wstawało, zjadło się śniadanie, zabrało się dwie kanapki ze sobą, wychodziło się z domu, szło się na wycieczkę z myślą, że kolejny piękny dzień dał nam dobry Bóg. I wiecie co, jedzenia mieliśmy aż nadmiar, że z powrotem po urlopie zabieraliśmy je do domu :D Tak wygląda ewangelia w praktyce ;)

 Trochę zdjęć z Helu :)

 To, co mnie pociąga nad morzem to niesamowita gra świateł i przepiękne polskie chmury - próżno ich szukać nad ciepłymi morzami.
Koniec - początek Polski




Taki spokój tu emanuje.






wtorek, 20 marca 2018

Życie...ocalone



Chwalę Cię Panie całym sercem,
opowiadam wszystkie cudowne Twe dzieła.
Cieszyć się będę i radować Tobą,
psalm będę śpiewać na cześć Twego imienia, o Najwyższy.  [Psalm 9]

On wyciąga rękę z wysoka i chwyta mnie,
wydobywa mnie z toni ogromnej;
wyprowadza mnie na miejsce przestronne,
ocala, bo mnie miłuje.   [Psalm 18]

On czuwa nad każdą […] kością
i żadna z nich nie zostanie złamana.   [Psalm 34]

Jaki będzie pożytek z krwi mojej,
z mojego zejścia do grobu? 
Czy proch Cię będzie wysławiał
albo rozgłaszał Twą wierność?   [Psalm 30]


                                             Raduje się dusza ma wielbi Pana swego...

czwartek, 8 lutego 2018

wola Boża



        Ostatnio zastawiałam się, po co podjęłam leczenie, by odzyskać miesiączkę. Już ponad rok jej nie miałam, było mi z  tym dobrze. Nic nie boli, można zawsze iść pływać, cały czas jest się aktywnym, oszczędność na podpaskach… Ale poszłam do szpitala na leczenie. Dali jakieś leki, parę razy dostałam okres i na tym koniec. Ale instynkt natury był silniejszy. Zagłębiłam się w siebie, trochę poczytałam i zaczęłam jeść to, co wydawało mi się słuszne dla estrogenu. Efekt – po 3 miesiącach takiego odżywiania się dostałam pierwszą naturalną miesiączkę. Potem były 2 miesiące przerwy i od kolejnego (to już ponad rok) miesiączkuję regularnie. Cud? Kaprys natury?
          Zastanawiam się tylko, dlaczego chciałam na powrót mieć okres. Bo tak jest wpisane w kobiecą naturę? Bo tak powinno być? A może coś, co jest standardowe, dla jednego jest dobre, dla drugiego już niekoniecznie? 

Człowiek czasem dąży do czegoś, nie do końca wiedząc, czego tak naprawdę chce.
Ja nigdy się nie modliłam o to, by mieć dzieci. Ja modlę się o wolę Bożą. Bo tylko On wie, co będzie dla mnie dobre. Jak będę mieć dzieci, to będę, jak nie to nie. I nie będzie mi przykro. Nie będzie pustki. Ja tęsknię tylko za Jednym, tym Jedynym. Nawet Go nie znam dobrze, tylko pośrednio, przez Jego dzieła. I same te dzieła powalają mnie swym pięknem. To co to będzie za szczęście zobaczyć Go w cztery oczy…