czwartek, 8 lutego 2018

wola Boża



        Ostatnio zastawiałam się, po co podjęłam leczenie, by odzyskać miesiączkę. Już ponad rok jej nie miałam, było mi z  tym dobrze. Nic nie boli, można zawsze iść pływać, cały czas jest się aktywnym, oszczędność na podpaskach… Ale poszłam do szpitala na leczenie. Dali jakieś leki, parę razy dostałam okres i na tym koniec. Ale instynkt natury był silniejszy. Zagłębiłam się w siebie, trochę poczytałam i zaczęłam jeść to, co wydawało mi się słuszne dla estrogenu. Efekt – po 3 miesiącach takiego odżywiania się dostałam pierwszą naturalną miesiączkę. Potem były 2 miesiące przerwy i od kolejnego (to już ponad rok) miesiączkuję regularnie. Cud? Kaprys natury?
          Zastanawiam się tylko, dlaczego chciałam na powrót mieć okres. Bo tak jest wpisane w kobiecą naturę? Bo tak powinno być? A może coś, co jest standardowe, dla jednego jest dobre, dla drugiego już niekoniecznie? 

Człowiek czasem dąży do czegoś, nie do końca wiedząc, czego tak naprawdę chce.
Ja nigdy się nie modliłam o to, by mieć dzieci. Ja modlę się o wolę Bożą. Bo tylko On wie, co będzie dla mnie dobre. Jak będę mieć dzieci, to będę, jak nie to nie. I nie będzie mi przykro. Nie będzie pustki. Ja tęsknię tylko za Jednym, tym Jedynym. Nawet Go nie znam dobrze, tylko pośrednio, przez Jego dzieła. I same te dzieła powalają mnie swym pięknem. To co to będzie za szczęście zobaczyć Go w cztery oczy…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.