Ostatnio
zastawiałam się, po co podjęłam leczenie, by odzyskać miesiączkę. Już ponad rok
jej nie miałam, było mi z tym dobrze. Nic
nie boli, można zawsze iść pływać, cały czas jest się aktywnym, oszczędność na
podpaskach… Ale poszłam do szpitala na leczenie. Dali jakieś leki, parę razy
dostałam okres i na tym koniec. Ale instynkt natury był silniejszy. Zagłębiłam
się w siebie, trochę poczytałam i zaczęłam jeść to, co wydawało mi się słuszne
dla estrogenu. Efekt – po 3 miesiącach takiego odżywiania się dostałam pierwszą
naturalną miesiączkę. Potem były 2 miesiące przerwy i od kolejnego (to już
ponad rok) miesiączkuję regularnie. Cud? Kaprys natury?
Zastanawiam
się tylko, dlaczego chciałam na powrót mieć okres. Bo tak jest wpisane w
kobiecą naturę? Bo tak powinno być? A może coś, co jest standardowe, dla
jednego jest dobre, dla drugiego już niekoniecznie?
Człowiek czasem dąży do czegoś, nie do końca
wiedząc, czego tak naprawdę chce.
Ja nigdy się nie modliłam o to, by mieć dzieci.
Ja modlę się o wolę Bożą. Bo tylko On wie, co będzie dla mnie dobre. Jak będę
mieć dzieci, to będę, jak nie to nie. I nie będzie mi przykro. Nie będzie
pustki. Ja tęsknię tylko za Jednym, tym Jedynym. Nawet Go nie znam dobrze,
tylko pośrednio, przez Jego dzieła. I same te dzieła powalają mnie swym
pięknem. To co to będzie za szczęście zobaczyć Go w cztery oczy…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.